poniedziałek, 16 marca 2009

Się zaczyna

Godz. 21.15: coś mi leci. Czop płodowy, wody odchodzą? Nie wiadomo. Decyzja szybka i obustronna: jedziemy do szpitala.
Godz. 22.45: po oględzinach decyzja: rodzimy, wody odeszły. Hurrra, zaczyna się jazda!
Godz. 23.05: no jednak nie wiadomo, wody się sączą, pani zostaje w szpitalu, pan może odejść
Odejść?! Pan się zdrzemnie, w każdym momencie możemy wezwać
A przed chwilą telefon od żony: sączenie wstrzymane, dziecko zdrowe, czekamy. 
I jak ja mam się zdrzemnąć?! 

niedziela, 15 marca 2009

Układ

Do serialu pt. Ewa nie chce opuścić brzucha; czy to źle? dołączyła kolejna postać, czyli następny lekarz. Twierdzi, że wszystko jest w porządku, mamy się nie martwić, a machina od USG może się mylić i na "jej oko" w chwili porodu nasza pociecha może ważyć mniej niż 4 kg., czyli da radę przecisnąć się bez konieczności cięcia brzucha.

Tymczasem powstała teza alternatywna. Ponieważ postanowiłem rzucić palenie w momencie, kiedy moje panie wrócą bezpiecznie do domu, pomysł jest następujący: mamy ze sobą cichą umowę (tak cichą, że nikt jej nie słyszał), że Ewa wydłuża maksymalnie swój pobyt w mamie, żebym mógł korzystać z nałogowej przyjemności jeszcze kilka chwil.

piątek, 13 marca 2009

Statkiem (nie na parę, bo za daleko) w piękny rejs

Żona ciekawie przełożyła dziś naszą sytuację na zwyczajowe realia każdego, kto jeszcze nie był w takim położeniu. Trochę ten przekład przerysuję. 

X czeka na ukochaną Y, która płynie do X statkiem przez 9 miesięcy (nie wiem, czy pływano kiedyś np. z Australii do Polski, ale na potrzeby tego wpisu przyjmijmy hipotezę, że tyle mogło to trwać). Statek ma przypłynąć w terminie. X, wiedząc o tym, na długo przed, przygotowuje się na godne powitanie: remontuje, sprząta, gotuje, chce wywrzeć na Y jak najlepsze wrażenie. Jedzie do portu i ... bum! Statek się spóźni, nie wiadomo o ile. Kolejni posłańcy armatora przynoszą różne wieści i nie wiadomo, komu wierzyć. Najbliżsi też się niecierpliwią, czy aby z Y wszystko w porządku, a ich związek będzie szczęśliwy. X najpierw czuje bezsilność. Przez chwilę złość na Y (mógł wybrać solidniejszego, niespóźniającego się armatora). Aż w końcu zaczyna jednak marzyć o tym, że w końcu ujrzy Y, a to usprawiedliwi i wynagrodzi mu wszystkie wcześniejsze reakcje.

czwartek, 12 marca 2009

Spóźnialska

Doktor nr 1: położyć się w szpitalu na patologii ciąży w czwartek. Doktor nr 2: nie ma co panikować, spokojnie trzeba czekać, dziecko nie zegar, nigdy nie wiadomo. Nie cierpię tej bezradności i niewiedzy, o czym już wspominałem. Realia są takie, że nadal czekamy w napięciu.

Jak obserwuję aktualną pogodę (2-3 st. C, deszcz śniegowy), to się jej nie dziwię. Woli zostać w brzuchu. Z drugiej strony, tak długo na nią czekamy, że mogłaby się nie spóźniać na spotkanie, to pierwsze, najważniejsze. A nie będąc przesądnym, mimo wszystko nie oczekuję po niej wybrania sobie 13. w piątek jako daty ujrzenia światła? Choć wiem, że to nie ona wybiera. 

niedziela, 8 marca 2009

Dzień Kobiet

Pośpieszyliśmy się z prognozami, że to już, już zaraz. Ewa jakoś nieśpiesznie myśli o zobaczeniu rodziców. A ja prognozowałem, że będzie to dziś. Poczęta w Dniu Ojca, obejrzy świat w Dzień Kobiet. Żona była przeciw, bo jedną okazję do świętowania już jej odebrałem, wymyślając imię (imieniny w Wigilię). Ja, przywiązany do symboli, właśnie na to liczyłem. Widocznie nie spodobał się córce ten pomysł, co tłumaczę sobie (przesadzając) przewrotnością podobną do mojej.

 


W podróży

U naszej pierworodnej zauważyliśmy pewną przypadłość. Kiedy za pośrednictwem mamy wkracza do środków transportu (samochód, tramwaj, autobus), zaczyna wierzgać. Brak komunikacji dwustronnej z naszym ukochanym obiektem nie pozwala na jednoznaczną interpretację, ale w grę wchodzi kilka opcji:
- lubi podróżować i radośnie reaguje na możliwość zmiany lokalizacji;
- nie cierpi środków lokomocji i daje temu wyraz;
- zupełnie inne przyczyny;
- zbieg okoliczności (najmniej prawdopodobny).

Mam nadzieję, że sprawdzi się opcja nr 1.

środa, 4 marca 2009

Poród, prawda i kasety video

Koleżanka spytała mnie dziś, czy chcę być przy porodzie. Każdy uważny czytelnik moich opowieści tutaj  zna odpowiedź, więc przejdę do kolejnego pytania koleżanki: "czy będę nagrywał film z porodu?". Niby było ironiczne i nawet umiarkowany oportunista domyśliłby się, że powinien odpowiedzieć "nie", ale ja swoją miną zasygnalizowałem (chyba), z jak wielką niechęcią myślę o takiej inicjatywie. Kojarząc ekstremalne przypadki, przypomniało mi się o pewnym ojcu, który urządził projekcję takiego właśnie filmiku podczas tzw. "pępkowego". Potem zacząłem się zastanawiać, jak dalece kalekim umysłowo trzeba być, by coś takiego zrobić. Bo przekraczanie granicy intymności za takowe kalectwo uważam.