środa, 12 stycznia 2011

Mit postępu

Nie wierzcie nigdy słowom: będąc z dzieckiem codziennie, każdego dnia mogę zaobserwować postęp, każdego dnia moje dziecko uczy się czegoś nowego.

Dużo czasu spędziłem z Ewą (która nie jest raczej spowolniona w rozwoju) i stwierdzam, że to musi być akcja propagandowa mam walczących o przedłużenie urlopów macierzyńskich. Nie "wysiedziałem" wprawdzie kilkorga dzieciątek i nie mam porównania / wielkiego doświadczenia, ale przynajmniej nie mam interesu w przedłużaniu jakichkolwiek urlopów ze względu na brak (i brak potrzeby - to od niedawna) pracodawcy.

Otóż Ewa robi postępy falami. Może nie tsunami, ale jak tylko wejdzie na odpowiedni tor, to pędzi całkiem szybko. Czy to było chodzenie, czy teraz mówienie - oddzielane było krótszymi lub dłuższymi przerwami.

Nie narzekam. Tak już jest. Przynajmniej z Ewą.

poniedziałek, 10 stycznia 2011

Rośnie

Ciało wygina śmiało (Sylwester)...

...a tata tak profesjonalnie retuszuje zdjęcia, że niedługo oczekuję propozycji z Vivy czy innej Gali

Wpis z FB z 2 stycznia 2011

Zasób słów wymawianych przez Ewę na dziś:
- nie
- ma
- mama [mam, mem, mame]
- tata [tet, tat, tatu - to mogę mylić z króliczkiem Titou]
- światło [siatło, fsiatło]
- pies [pes, pesz, pis]
- lala [lal]
- aha
- no
- spadło [szadło, pfsadno]
- tak
- dzieci, dzidzia [dzidzi, dzidź]
- ser [se, sze]
- daj [da]

Odprzeprowadzka

To był głupi pomysł. Na swoją obronę mam to, że dość szybko (wg mnie) sobie to uświadomiłem. Więc się odprzeprowadzam i z Googlem przepraszam. Za karę muszę teraz przenieść kilka rzeczy z adresu tymczasowego. Cyganie to jednak nie mieli tak lekko...

niedziela, 2 stycznia 2011

Przeprowadzka

Być może to tymczasowe zauroczenie Facebookiem, ale zainteresowanych ciągiem dalszym zapraszam pod niżej wklejony adres. Jakoś tak wyszło, że tam póki co jest przyjemniej, łatwiej i... czyściej. Bardzo prawdopodobne, że kiedyś to odszczekam.

http://on.fb.me/iapglZ

piątek, 17 września 2010

Ciąg dalszy powinien nastąpić

Z super-taty (piszącego) przeobraziłem się w tatę wyrodnego (milczącego), który tworzy wyrwy w życiu dziecka. Tak oznajmili przyjaciele - czytelnicy. Nie sposób się nie zgodzić. Znają mnie (przeważnie) ze słomianego zapału. Sprawozdanie z ostatnich miesięcy pewnie zajęłoby powierzchnię przyzwoitego licealnego eseju, więc może spróbuję tak i niech tytuł postu będzie prawie-obietnicą: